moje komentarze
Ostatnie notki
-
Nowości z pola spintroniki: SyF po prostu!
Do naszego uniwerku wpadł jak po ogień jeden z "Wielkiej Trójcy" od spintroniki półprzewodnikowej...
18.04.2009 02:53 6 -
Sensacja -- pomiar potwierdza teorie Akademika Bazijewa!!!
Niezalezny eksperyment przeprowadzony przez zespół czarnoskórego uczonego, prof. Y. A. Dloofli (RPA),...
01.04.2009 21:30 19 -
Bezkonkurencyjne auto przyszłosciowe
Jeden pan takowe wymyślił. Na razie trzyma szczegóły w głebokim sekrecie, ale jednemu "paparatzi"...
31.03.2009 18:28 2
Moje ostatnie komentarze
-
...jest sporo racji. Mówie to z pozycji neutralnego widza, bo ze wzgledu na wiek sa to...
15.03.2009 21:47
-
A propos korpuskularnej natury fotonów
Waldemar moze o tym mówic, ale on Ameryki nie odkrył, bo przecież o korpuskularnej...
18.04.2009 10:14
-
Co zrobić? Put it to a recycle bin
Do Bogny S-K sie dodzwoniłem. Przypomniała mnie sobie z trudem, ale sobie chyba przypomniała.
05.04.2009 19:40
-
Poradziłem sobie z Bogną. Znalazłem zdjęcie w Internecie. Oczywiście, ze to ona. Nic sie...
05.04.2009 02:31
-
Pani napisała: Znam wiele wspaniałych kobiet,..... Nie zaimponuje mi Pani. Ja ich znam...
05.04.2009 01:20
Aktywne dyskusje
-
Nowości z pola spintroniki: SyF po prostu!
komentarze: 6ostatnio: JANUSZ GORZÓW
-
Sensacja -- pomiar potwierdza teorie Akademika Bazijewa!!!
komentarze: 19ostatnio: KAP1
-
Bezkonkurencyjne auto przyszłosciowe
komentarze: 2ostatnio: KUZYNKA.EDYTA
-
Auta elektryczne
komentarze: 19ostatnio: TRURL Z KLAPAUCJUSZEM
-
Kinetyczna teoria gazów
komentarze: 11ostatnio: QUAESTIO
Archiwum postów
| « | Maj 2012 | |||||
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||



W tym, co Pani mówi, ...
...jest sporo racji.
Mówie to z pozycji neutralnego widza, bo ze wzgledu na wiek sa to sprawy istniejace dla mnie już tylko we wspomnieniach.
Ladne złosnice?... Tak, jedni faceci sie ich boja, innych własnie takie pociągaja. Ja nalezałem do tej ostatniej grupy. Największa pasja w moim życiu na polu tzw. stosunków męsko-dasmskich była jedna ruda pani, złosnica tak straszliwa, ze żaden facet z nia nie wytrzymywał dłuzej, jak kilka misięcy -- po czym związek sie z hukiem rozlatywał. Tych związków było sporo, bo dziewczyna była rzeczywiście atrakcyjna. Była z tych, które -- cytując tego czeskiego autora, który napisał "Nieznośna lekkośc bytu", nazwisko mi akurat uleciało z głowy -- "potrafiła sie otrzeć biustem o meżczyzne, przechodząc piec metrów od niego".
Przedmiotem meskiej dumy dla mnie było, że tę straszliwa zlosnice zdołałem swoimi "wdziekami" (przystojny zbyt nie jestem, wyjasnie) obłaskawić nie na na trzy miesiace, a na sporo lat... oj, sporo!
Dawne czasy... dziwię sie, ze przy mojej sklerozie to jeszcze pamietam.
A propos korpuskularnej natury fotonów
Waldemar moze o tym mówic, ale on Ameryki nie odkrył, bo przecież o korpuskularnej naturze fotonów juz ponad 100 lat temu zaczął mówic Einstein. Dostało mu sie wtedy od luminarzy nauki, Maxa Plancka miedzy innymi, ale w końcu wyszło na jego i za to przecież, a nie za cokolwiek innego, dostał on swojego Nobla, w roku 1921 bodajze.
Że foton ma własnosci korpuskularne, to wie kazdy, nie tylko fizyk, ale nawet amator interesujacy sie fizyką. Szczególniezas silnie objawiaja sie wrejonie wysokich energii, to znaczy fotonów promieniowania gamma. Ja mam z nimi sporo do czynienia, bo choc nie jestem fizykiem jądrowym, to jednak uprawiam dziedzinę należącą do grupy tzw. "Metod jądrowych w fizyce ciała stałego", no i tam z natury rzeczy ma sie wciaz z gammami najrózniejsze konszachty. Wiec moge zaświadczyć, że takie fotony sa korpuskularne jak cholera i bardzo trudno je zachecic do tego, by objawiły swoja nature falową.
W obszarze światła widzialnego sprawy jednak wyglądaja inaczej. Tutaj fotony juz bardzo silnie potrafia akcentować swoja falowa naturę. W jednych zjawiskach, np. we wszystkich typach dyfrakcji i interferencji. A w innych zjawiskach zachowuja się jak najbardziej jak korpuskuły. Teraz, jak sie ma 5000 dolarów na zbytku, to mozna sobie zafundować licznik pojedynczych fotonów, na tzw. fotodiodzie lawinowej. Przykładnie zlicza on pojedyncze fotony, które do niego wpadają. Koleżanka ma taki z maksymalna czułoscią w obszarze światła zielonego i ja bym go jej chętnie zakosił, bo chwilowo 5000 dolarów nie mam.
Reszty Pani tekstu nie zrozumiałem. W amerykańskiej kulturze naukowej jest rzecza zupełnie normalna, że jak sie czegos nie rozumie, to sie mówi "nie rozumiem". W Europiei jest inaczej -- tam luminarzowi nauki "nie wupada" powiedziec, ze czegos nie rozumie, bo by "stracił twarz". Wiec udaja, że wszystko rozumieją. W USA powiedziec "I don't understand" nie przynosi natomiast zadnej ujmy. Jeśli, to najwyżej temu, do kogo te słowa sa skierowane. Jesli np. doktorant na konferencji wygłasza referat, a z sali sie odezwie jakiś uczony duzego formatu i powie "I don't understand", to przynosi to ujme nie jemu, a własnie temu nieszczęsnemu doktorantowi, i czerwieni sie on wtedy ze wstydu. Ponieważ rzeczy nalezy przedstawiac w taki sposób, żeby były dla innych zrozumiałe.
Więc ja, który spedzuiłem 2/3 mojego stażu zawodowego w USA, też nabałem tego zwyczaju i niniejszym mówie: nie rozumiem.
Co zas do modelu atomu wodoru. O wodorze wiemy bardzo, bardzo wiele, bo od lat był on przedmiotem intensywnych badań. I to, co wiemy, to sa fakty empiryczne. Istniejace teorie radza sobie z tymi faktami całkiem nieźle. Wiec jesli Pani chce uzyskac jakikolwiek poklask za swój "kandelabr", to musi Pani pokazac, że Pani "kandelabr" radzi sobie z tymi faktami empirycznymi przynajmniej równie dobrze, jak owe teorie. Jesli zas nie sprosta takiemu zadaniu -- to usłyszy Pani najwyżej: "No, Pani Wiedxmo droga... No z czym Pani do goscia?..."
Na przykład, jedna z ważnych cech atomu wodoru jest to, że emituje on to słynne promieniowanie mikrofalowe o długości fali 21 cm. Prosze wrzucić do Googla "Hydrogen microwave radiation 21 cm" i zobaczyć, ile linków siępojawi! No, wiec skoro jest takie promieniowanie, to trzeba umiec wyjasnic, w jaki sposób ono powstaje. Czy Pani "kandelabr" zaswieci promieniowaniem o takiej własnie długosci fali? Tej "błednej ortodoksyjnej fizyce" zabrało sporo czasu, by rozwiaać ten sekret, ale jednak został on pomyslnie rozwiazany. Wiec jak "kandelabr" nie będzie potrafił tego wyjasnic, to poza Salon 24 z nim Pani raczej nie wyjdzie...
Pozdrawiamy,
T&K
Co zrobić? Put it to a recycle bin
Do Bogny S-K sie dodzwoniłem. Przypomniała mnie sobie z trudem, ale sobie chyba przypomniała.
Pani Wiedźmo:
Poradziłem sobie z Bogną. Znalazłem zdjęcie w Internecie. Oczywiście, ze to ona. Nic sie nie zmieniła przez 28 lat. I nawet numer telefonu jest w Internecie.
Ostatni raz widywalismy sie na Walnych Zebraniach Wydziałowych Delegatów "Solidarności" Uniwersytetu Warszawskiego (a znalismy sie w ogóle ze wspólnego żeglowania po Mazurach). No to skoro mam numer telefonu, to zadzownię i zmyślę, że ona na ostatnim zebraniu przed stanem wojennym pozyczyła ode mnie dlugopis i nigdy go nie zwróciła. Wiec czy mogłaby mi jednak go w końcu oddać?
Mój Wujek, zmarły przed rokiem (był najdłuzej żyjącym uczniem z tej klasy w Gimnazjum Stanisława Augusta w Wilnie, w której był Czesław Miłosz -- Miłosz zmarł jako przedostatni) w 1939 roku był w oddziale, który sie przedzieral na Węgry. Dowódca kazał jednekmu podporucznikowi wraz z dwoma żolnierzami pojecahc na motocyklu (takim z wózkiem z boku) na zwiad w stronę granicy, żeby sprawdzili, czy nie czatuja tam Niemcy. Tym podporucznikiem był przyjaciel Wujka ze studiów na Politechnice Warszawskiej. Wujek miał pistolet, swojego własnego "Visa". Przyjaciel pistoletu nie miał, wiec poprosił Wujka, żeby tem mu swój pozyczył.
Ci trzej odjechali na zwiad i słuch po nich zaginai. Oddział jednak zdołał sie na Wegry przedostać. Wujek znalażł sie w Anglii, został wyszkolony na pilota i później nad Włochami, po Monte Cassino, wylatał nad Bolonią dwa Krzyże Walecznych. Po wojnie nie wrócił do Polski, osadł w USA. A co sie stało z tym jego przyjacielem, który poszedl na zwiad, tego nigdy sie nie dowiedział.
Po latach wyszła książka ze wspomnieniami jednego z pilotów z tego samego dywizjonu, w którym Wujek latał. No i troche o Wujku tez tam było.
Pod koniec lat 1980-tych Wujek dostaje list z Australii. Od tamtego zaginionego przyjaciela. Napisał, ze wpadła mu w ręce ta ksiązka ze wspomnieniami z dywizjonu, i on sie w ten sposób dowiedział, jak potoczyły sie dalsze losy Wujka. Opowiedział, że on sam wpadł wtedy w łapy Niemców, spedził wojne w oflagu, z którego wyzwolili go Brytyjczycy -- no i najpierw spedził jakis czas w Londynie, a pózniej wyemigrował do Australii. Napisał, że dużo czasu mu zajeło, by skontaktowac sie z autorem ksiazki poprzez wydawnictwo -- a temu z kolei sporo czasu zabrało, by odszukac wujkowego brata w Polsce. No, ale odszukał, tak, ze ten pan uzyskał w końcu adres.
Wujek w odpowiedzi wysłał mu kartkę pocztową, na której było jedno jedyne krotkie zdanie:
"A kiedy ja dostane z powrotem mój pistolet?!"
(oczywiście, niedługo potem napisał długi list, a jeszcze troche pózniej doszło do wzruszajacego spotkania obu panów po ponad 50-ciu latach).
Najwidzoczniej ja mam w genach cos po tym Wujku i mam takie samo jak On upodobanie do robienia kawałów w tym samym gatunku.
Co jest dziwne z punktu widzenia genetyki -- bo z Wujkiem łaczyło nas tylko powinowactwo, a nie pokrewieństwo. Móze naukowcy od genetyki powinni sie tym zainteresować?
Że ta historioa o Wujku i pistolecie jest prawdiwa, to wszystko mozna sprawdzic. Akurat wyjątkowo tutaj nic nie zmysliłem.
Pani Wiedźmo:
Pani napisała:
Znam wiele wspaniałych kobiet,.....
Nie zaimponuje mi Pani. Ja ich znam diużo więcej, niz Pani.
Ładne krzywe, ładny program...
...aczkolwiek to już poziom sprzed ponad 20 lat. Takie krzywe potrafi rysowac np. gnuplot, który przychodzi z każdą wersją "Linuxa", a w ogóle to istniał juz co najmniej 10 lat przed powstaniem Linuxa i mozna go było używac na maszynach pędzonych Unixem, a nawet staruszkiem-DOS-em (DOS juz zmarł śmiercia naturalna, ale Unix wiecznie młody!). Ponadto Gnuplot potrafił kreslic krzywe zadane parametrycznie (np. okrag mozna narysować, zadając pojedynczą fromułe, a nie dwie) i robił juz wykresy trójwymiarowe, aczkolwiek dość mało frymuśnie.
Gnuplot jest bardzo "prosty w obsłudze" i bardzo cwany (potrafi np. fitować krzywe do zbioru punktów), wiec ja go nadal używam "po starej znajomosci".
Dzis mnóstwo programów potrafi robić już frymuśne trójwymiarowe wykresy, i mozna "chwycić" myszą za uklad wspólrzędnych i nim dowolnie obracać, co bardzo pomaga w rozpoznaniu szczegółow trójwymiarowego wykresu, narysowanego wszak na płaszczyźnie dwuwymiarowej. Na przykład, takie sztuczki mozna robic przy pomocy bardzo znanego programu "Mathematica", lub podobnego o nazwie "Maple". Najprawdopodobnie tez w niezwykle rozpowszechnionym "Matlab-ie" (tylko tego to ja akurat nie znam).
Czy ta pani Bogna Szymkiewicz-Kowalska, o której Pani wspomina na prawej stronie blogu, nie ma przypadkiem starszej (nieco) siostry Joanny, która jest lekarzem i ma córki-bliźniaczki w wieku lat ok. 23? Znałem kiedys pewna Bogne Szymkiewicz i krecił sie koło niej absztyfikant o nazwisku własnie Kowalski. Gdyby sie przypadkiem okazało, ze to ta sama osoba, to jeszcze raz by sie potwierdziło, że świat jest bardzo mały. Ale, oczywiście, to moze byc czysto przypadkowa zbieżność imienia i nazwiska.
To nie był żaden żart primaaprilisowy.
Jeśli Pani przedstawi model atomu wodoru całkowicie odmienny od modelu opartego na mechanice falowej, i model ten będzie w zgodzie ilościowej z podstawowymi własnosciami atomu wodoru, znanymi z doswiadczeń, to niewatpliwie zostanie to uznane za rzecz dużą, a napewno już za rzecz godna zainteresiowania.
Natomiast teorie całkowicie ignorujące aspekty ilosciowe zjawisk fizycznych dobre są, powiedzmy... do dyskutowania w Salonie 24 w gronie podobnie myśłacych ludzi. Jeśli Pani nie zamierza nigdzie poza salon 24 wychodzić ze swoimi rezultatami, to OK. Ale bez zajęcia się strona ilosciowa i uzyskania poprawnego opisu ilosciowego Pani daleko poza Salon nie zajedzie. No bo komu, u licha, potrzebna jest teoria, której do niczego nie można użyć?!!!
Nu, ładno...
... jak mówią Argentyńczycy. Myśle, że jeśli się dodatkowo okaże, iz rozkład widmowy światła z tego kandelabra jest zgodny z obserwacjami (tzn. z widmem emisyjnym atomu wodoru), to moze Pani już posyłac do PRL (Physical Review Letters, najbardziej prestiżowy periodyk w dziedzinie fizyki).
Panie waldemarze złociutki,
Niech mi Pan zdradzi, na czym to ja sie potknałem? Bo mnie ciekawośc pali...
Poniewaz bladym switem wyskakuję na narty, moge nie zdołac przeczytać -- wiec juz z góry podam odpowiedź na to, co Pan napisze:
Aha!
Pani Wiedźmo! Litości!!!!!!!
Jeżeli jednak amplituda fali zmienia się, to zmiana amplitudy może rozchodzić się z inną prędkością niż prędkość fazowa. Wtedy prędkość rozchodzenia zmiany amplitudy nazywana jest prędkością grupową fali vg. (wyczytałam to w wikipedii)
Tu sa ludzie, którzy moga Pani wytłumaczyć, co to jest prędkośc fazowa i prędkość grupowa -- i to tacy ludzie, do których ma Pani zaufanie. Na przykład, Ark Jadczyk.
Poniewąz Pani mnie uważa za notorycznego kłamczucha (z którego to powodu, prawda, ja przezywam straszliwe katusze... :o))) ), to nie będe próbował tutaj czegos wypisywac, choc temat dobrze znam, chocby z tego powodu, ze raz lub dwa razy do roku o tym wykładam dla studentów, którzy przychodza z zerową wiedzą na temat róznicy pomiędzy tymi dwiema prędkosciami. Tyle tylko powiem, że w przypadku fali o sciśle okreslonej częstotliwosci (czy długości, co na jedno wychodzi), nie mozna mówic o predkości grupowej. Dopiero jak sa dwie fale o zbliżonych częstotliwościach, to juz mozna. Wtedy prędkosc grupowa to jest róznica częstotliwości tych fal podzielona przez róznice odwrotnosci długosci fal. Zawodowcy jednak uzywaja częsciej, niz zwykłaczęstotliwośc f, tzw. czestosć kątowa, która jest po prostu zwykłą częstościa pomnożona przez dwa pi i oznacza sie ja symbolem małej omegi. A zamiast długosci fali lambda chetniej się posługuja tzw. wektorem falowym, ktory ma kierunek i zwrot zgodny z kierunkiem i zwrotem rozchodzenia sie fali, a długośc 2*pi/lambda, a oznaczany jest konwencjonalnie symbolem k. Zaś dlugosc wektora falowego to tzw. "liczba falowa" (choć tu dochodzi do nieporozumień, bo w starszej literaturze niekiedy liczba falowa to 1/lambda, a nie 2*pi/lambda. Biorac jednak te ostatnia definicję, wzór na predkosc grupową przy złozeniu dwóch fal to:
Vg = (omega1 - omega2)/(k1 - k2)
W przypadku złozenia duzej liczby fal, to Vg dana jest pochodna:
Vg = d(omega)/d k.
Ark moze poswiadczyć, ze to wszystko szczera prawda. Ale to jest dopiero poczatek wiedzy w tym temacie, niech Pani go poprosi, zeby powiedział więcej.
O zagadce i o nowych fizykach
Pani Wiedźmo! Jak to tak -- podawac rozwiązanie zagadki, a nie podac samej zagadki?!
Nowe Fizyki sa nastepujące:
saloNowa Fizyka -- to ta uprawiana tutaj, Wielkim Mistrzem jest Pan Wojtas.
salomoNowa Fizyka -- bierzemy fizykę, przecinamy na pól i mamy dwie salomoNowe.
slalomoNowa Fizyka -- to taka, która ja zamierzam uprawiac od jutro do soboty, bo jadę na narty! SlalomoNowa fizyka najlepiej wychodzi adeptom na nartach karwingowych.
łontoNowa Fizyka: idziemy do chińskiej reastauracji, zamawiamy porcje zupy łontonowej i kiedy kelner poda, badamy jej własnosci fizykalne.
demoNowa Fizyka -- tą sie Maxwell parał. Przez co nawypuszczał cała kupę Demonów Maxwella na wolnosc i one do dziś dnia ludzi prześladuja.
kantoNowa Fizyka - to specjalnosc Szwajcarów. Podobnie, jak ser.
pantomiNowa Fzyka -- uprawiamy fizykę, a jak jakis facet zaczyna na to wybrzydzac, to mu mówimy : "Pan to mi może [*** cenzura****]"
miNowa Fizyka - opisana dokładniej w dziele "Ferdydurke" Gombrowicza.
spaliNowa Fizyka - to Eine, Hazel, TzK, Borowski, i w 50% Ark taka uprawiaja -- jak powstała Nowa Fizyka, to oni spali i sie na tę Nową Fizykę nie załapali.
galoNowa Fizyka - taka uprawiana po wypiciu galona sikacza.
Do usłyszenia!
T&K
No tak, znów to indywiduum się ty przywlokło...
Choć padało, choć było ślisko...
Uwziąl sie na mnie z jakims uporem maniaka.
Pani Margo: ja jestem fizykiem doświadczalnym i choc opine mam taka, ze prochu to ja nie wymysle, to jednak nikt nigdy przenigdy nie zakwestionował, że swoje eksperymenty robię rzetelnie, nigdy niczego nie "naciągam", tylko przedstawiam solidne wyniki, otrzymane w sposób zgodny z najleopszymi profesjonalnymi standardami.
A to indywiddum namietnie robi ze mnie jakiegos oszusta!
Uciekam z tego blogu, skoro sie tu przywlokło -- zapraszam do mnie, gdyby sie ono tam pojawiło, to wywali sie i załozy sie atejochrona.
Co do pytania -- oczywiście w moim pytaniu była "ukryta cześć", brzmiaca: "Mam nadzieje, ze Pani gwiazda filmu porno nie jest?" -- ale sie wstydziłem tak verbatim to wypisac.
PS: w "Nie wygłupiam się" wyleciał przecinek, który miał byc....
... po "Nie". Co dośc powaznie zmieniło sens tego zdania.
To może o łacinie porozmawiajmy, Wiedźmo?
Szybciej sie dogadamy. Bo ja w fizyce się zajmuję ciałem stałym, które jest "niewąska" pod-dziedziną fizyki, ale z kolei w obrębie tej dziedziny zajmuje sie bardzo wąziutkim pod-zagadnieniem, która ma bardzo mało wspólnego z grawitacja, no i nawet z atomem wodoru. Jeśli atomy, to wieloelekttronowe i koniecznie z niezerowym spinem, żeby miał y moment magnetyczny. Na takowych własnie ja rozpraszam neutrony. Neutronowcy w ogóle maja uwage skoncentrowaną na badaniach zjawisk w fizyce ciała stałego -- takich , które mozna ta metodą zbadać. Jest ich całkiem sporo, ale o grawitacje one praktycznie nie zatącaja. Jedyna głośna praca z neutronów, o której wiem, to był eksperymentalny dowód, ze neutrony w polu grawitacyjnym spadają dokładnie tak samo, jak ciała makroskopowe. Każdy przypuszczał, że mikrocąstki "czują" grawitacje tak samo, jak duże obiekty -- ale dowodu na to nie było. Ten ekseryment z neutronami był w ogóle pierwszym tego rodzaju dowodem eksperymentalnym. Co ciekawe, obaj autorzy tej pracy byli pracownikami.... Ford Motor Company!
A co wiem o atomach i o atomie wodoru w szczególności, to głównie tyle, ile trzeba do pracy dydaktycznej.
Z atomów wieloelektronowych to wiem troszeczkę o zewnętrznych powłokach elektronowych, bo one sa nosnikami atomowego spinu, a więc i momentu magnetycznego. I torche tez o głebokich powłokach elektronowych, bo to jest z kolei potrzebne w badaniach dyfrakcyjnych przy pomocy promieni X, które też mi sie zdarza robić. Teoria atomów wieloelektronowych jest piekielnie skomplikowana i w ogóle nie ma analitycznych rozwiązań dla ich stanów elektronowych -- nawet dla helu już zasadniczo nie ma. Ale energie elektronów w róznych powłokach umiemy przynajniej z ogromną precyzją mierzyć.
No więc, wracając do propozycji w tytule -- tematów w fizyce intereasujących nas oboje to my prawdopodobnie nie znajdziemy. Natomiast możemy porozmawiac o łacinie, która ja nad wyraz kocham.
Z łacina mogą sie jednak wiazac pewne pułapki. Przed paru laty ja zaprzyjaźniłem sie na Internecie z pewnym panem, który też ogromnie lubił łacine -- z tym, że on ja znał daleko-daleko lepiej, niż ja. Posyłalismy sobie wzajemnie nasze ulubione kawałki prozy i poezji, ja nieporadnie pisałem krótkie listy, on odpowiadal znacznie dluższymi, które ja musiałem mozolnie odcyfrowywac przy pomocy słownika. Po jakims czasie okazało sie, ze ten pan nie jest wcale panem, tylko pania. No ale co za różnica? Nadal korepondowaliśmy w jjęzyku Cycerona. A po jakims znów czasie okazało się, że łacina to tylko hobby tej pani (i wogóle języki, znała ich biegle kilka, z wyjątkiem, niestety, angielskiego...) , natomiast głowną jej działalnoscia zarobkową było występowanie w... filmach porno!
Starszawy jegomosć korespondujący z gwiazda filmików poron to może nasuwać, uhm, bardzo jednoznaczne podejrzenia... Na szczęscie, dzieliła nas z ta panią odległosc ok. 10 000 km, co dawało mi, że tak powiem, "żelazne alibi" przeciwko niecnym podejrzeniom.
Mam nadzieję, ze Pani... no, rozumie Pani, o co mi tutaj chodzi, nie?
Ja lubię deklamowac łacińskie wiersze, hexametr, pentametr i te inne "stopy" mi bardzo dobrze wychodzą. Na przykład, Horacy: Qui fit, Maecenas, ut nemo, quam sibi sortem,/Seu ratio dederit, seu fors obiecerit, illa/Contentus vivat, laudet diversa sequences?/ O, fortunati mercatores! gravis annis/ Miles ait, multo iam fractus membra labore....
i tak dalej. Prosze zauważyć, jest o grawitacji! "gravis annis"! Czyli nawet jest o zwiazku grawitacji z czasem! Nie wygłupiam sie, "miles gravis annis... multo iam fractus membra labore" to wszak "leciwy żołnierz, mocno już sterany trudami słuzby". Ale jest takze o fraktalach i o branach ( fractus membra). I o ciągach rozbieżnych ("diversa sequences").
Vale!
T&K
Słowa "wróg", którego użyłem, nie należało brać...
...dosłownie. To była przerzutnia (przenośnia) i raczej miałem na mysli "to, co chcemy ulepszyć, bądź zastąpic czymś lepszym i skuteczniejszym".
Ale analogie militarne są dobre, poniewaz oddaja istote rzeczy. Dobra znajomośś "nieprzyjaciela", jego sił i środków, jest niezwykle istotna. Takze przy "dopomaganiu". Jak w tym dowcipie z harcerzami, którzy mieli zrobic każdego dnia dobry uczynek. No to postanowili pomóc przejsc staruszce przez jezdnię -- z tym, ze staruszka już dawno przeszła i już nawet weszła do budynku, do którego zmierzała. No to dzielni harcerze wywlekli ja, opierającą się, z tego budynku, przenieśli ją przez jezdnie -- bo sama iść nie chciciała -- i potem pomogli jej przejsc przez jezdnie jeszcze raz.
Warto jest zapoznać sie z mechanika kwantową Bohma -- nie zadnego oszołoma, bardzo wybitnego fizyka z uznanym dorobkiem, bo odkrył m. in. tzw. efekt Bohma-Aharanowa, zjawisko o fundamentalnym znaczeniu w fizyce kwantowej. Bohm działał na polu "zwykłej" teorii kwantowej, ale też stworzył alternatywną mechanike kwantową, która różni sie od mechaniki falowej m. in. tym, ze tory cząstek w niej jak najbardziej istnieja. Ale "Bohmian quantum mechanics" sie nie przyjęła, i warto zrozumiec, jakie były powody. Ark moze dużo na ten temat powiedziec, bo On zna dobrze mechanike Bohma.
Jeden z powodów to była niechęć "establishmentu", to prawda -- ale nie tylko. Ja, na przykład, nie należę do zadnego establishmentu, mam krytyczny (czy raczej "niechetny") stosunek do pewnych elementów mechaniki falowej (głównie "ideologii", na której oparta jest tzw. "Kopenhawska Interpretacja", i gdybym mogł, to bym z entuzjazmem spróbował uzyc formalizmu Bohma do interpretacji moich własnych eksperymentów (to jest maluśkie poletko bez wiekszego znaczenia, ale dla mnie osobiscie sa to sprawy ważne). Ale nie moge, bo mechanika Bohma nie została rozwinieta az tak, by istniały praktyczne recepty na to, jak używać jej do opisu dyfrakcji neutronów w kryształach (przynajmniej ja nic o takowych nie wiem -- a, jak powiadam, gdyby one istniały, to ja bym chętnie spróbował ich użyć).
Wiec twórcom nowych podejsc w fizyce należy zalecic pragmatyzm: "co nowego w stosunku do istniających teorii i podejsc moze wyniknąc z tych rzeczy, ktore ja proponuje". Jeśli niewiele wyniknie, np. taka teoria nie przewiduje żadnych nowych zjwaisk mozliwych do zaobserwowaqnia -- to "szerokie may" ja po prostu zignnoruja, bo po co kupowac rower w częściach do samodzielnego składania, jesli sie juz ma rower, który jeździ i dobrze człowiekowi słuzy?
Droga Pani Wiedźmo:
Dobry model atomu wodoru musi przede wszystkim opisywać znane fakty empiryczne dotyczące tego atomu, a wiec: (a) zasadnicza strukturę widma emisyjnego, (b) zmiany tego widma wywołane przez pola magnetyczne i elektryczne, czyli efekt Zeemana, anomalny efekt Zeemana, tudzież efekt Starka; ponadto, strukturę subtelna i nadsubtelna linii widmowych i last but not least, musi potrafic wytłumaczyc mechanizm powstawania słynnej "linii 21 cm". Wreszcie (c) musi przewidywac poprawna wartośc orbitalnego momentu pedu elektronu w stanie podstawowym, która wynosi zero.
Model, który nie będzie poprawnie opisywał wymienionych efektóe w sposób ilościowy, nie ma szansy konkurować z modelem opartym na mechanice falowej, czyli równaniu Schroedingera, ponieważ on spełnia te wszystkie kryteria.
Jeśli model "konkurencyjny" w stosunku do powyższego bedzie sie sprawował gorzej od niego, to raczej nie ma sensu próbowac go przedstawiac "szerokiej publice", bo ta raczej nie zamieni obecnie posiadany towar na towar gorszy. To jest po prostu "prawo rynku".
Eine przedstawił tutaj opis na bardzo, ale to bardzo "popularyzatoskim" poziomie. I słusznie!!! Bo gdyby zaczął wyłuszczac szczegóły rozwiazywania równania Schroedingera w potencjale sferycznym -- co jest istota modelu atomu wodoru -- to kilka osób (w tej liczbie ja) by tego nie przeczytało, bo już to zna, a cała reszta by tego tez nie przeczytała, bo procedura rozwiazywania tego równania rózniczkowego -- która prowadzi do ścisłego rozwiazania w analitycznej formie -- jest piekeilnie skomplikowana i "po drodze" trzeba jeszcze zapoznac sie z roznymi matematycznymi dziwactwami, jak wielomiany jakiegos tam żabojada na L, tudziez z funkcjami znanymi jako "harmoniki sferyczne". Materiał ten jest przedstawiony w każdym podręczniku mechaniki kwantowej wydanym w okresie ostatnich ok. 70 lat. wiec na dobrą sprawe nie ma sensu go przepisywac w formie wpisu salonowego.
Pani jednak wydaje sie byc osobą o dużej wiedzy matematycznej, wiec dlaczego by Pani nie miała spróbowac zapoznac sie z tą teoria? Chce Pani stworzyć nowuy model atomu wodoru -- bardzo dobrze!!! Ale, zeby skutecznie wlaczyc z jakims wrogiem, to trzeba najpierw tego wroga jak najlepiej poznać! To jest podstawowa zasada!
Błąd polegający na kompletnym braku rozpoznania sił nieprzyjaciela popełnia np. Pan Walldemar. Fizyki to on w ogóle nie zna, kołacza mu sie w głowie jakies resztki tego, czego sie uczył w technikum. No i jemu sie wydaje, że wspólczesna fizyke wystarczy lekko tracic, a ona już od tego trącenia sie wykopyrtnie. A kuku! Tak dobrze nie ma! Wspólczesna fizyka jest jak potezna forteca, i zbombardzowanie jej murów salwą 241 milionów elektrin w ogóle nie zostawi widocznego zadrapania na nich!
Śp. Profesor Gryziński popełnił ten sam błąd -- choc on fizyke, a w każdym razie pewne jej działy, znał naprawde dobrze, a ponadto mial wybitne zdolnosci matematyczne. Ale obwiescił tryumfalnie, że obalił mechanike kwantową -- tylko, ze to, co rzekomo obalił, to był model-staruszek od dobrych 80 lat juz nieużywany (taki jakby fizyczny Ford Model T) -- i co więcej, nie za bardzo go nawet obalił, bo ten model-starowinka przynajmniej opisywal porawnie ilosciowo pewne zjawiska z podanej przez mnie na poczatku listy, a ten model z "radiolą" nie był w stanie nawet Serii Balmera poprawnie opisac! (Seria Balmera to cos, co działa na naszego przyjaciela waldemara jak czerwona płachta na byka).
No, to tyle "smrodku dydaktycznego" na dzis,
Serdecznie pozdrawiuam i naprawde namawiam do włozenia wiekszego wysiłku w wywiad wojskowy, bo nie rozpoznawszy prawidłowo sił przeciwnika, nigdy nie zdoła go Pani pokonac!
T&K
PS. Jeszcze pytanie:
Jak, u licha, promień może być równy c? Te dwie wielkosci maja rózny wymiar. Kilogram jabłek nigdy nie będzie równy padowi o wartości jednego kiloampera.
No, chyba, ze Pani wprowadza "przestrzeń prędkosci", podbna troche (ale nie tak zupełnie) do przestrzeni pędów, czyli przestrzeni Q używanej w wielu roznych obszarach fizyki. Wtedy rozmiarem obiektu istotnie mogłaby byc szybkosc.
Pani Wiedźmo
Prosze nie brąc tego jako złosliwość -- ale je sie zgadzam z KAP-em i ponadto bym Pani radził, zeby Pani wzeła jakiś "dokształt" w dziedzinie przedstawiania rezultatów przemyśleń naukowych w formie pisemnej.
Sądzę, że wolno mi cos takiego radzić, bo sam mam spore doświadczenie na tym poletku -- mam stetekę (no, prawie, według ostatniej rachuby brakuje jeszcze trzech) artykułów w czasopismach z tzw. "listy filadelfijsiej" -- prztłaczająca wiekszość napisałem "własnymi ręcyma" -- oraz zaliczyłem napisanie niezliczonych proposali, raprtów wewnętrznych, skryptów studenckich i tym podobnych rzeczy. Opinia o mnie jest, o ile sie orioentuje: "No, prochu to on wie wymyśli, ale przynajmniej to, co pisze, dobrze sie czyta". Uważam więc, że mam moralne prawo do takiego gderania, jakie umieściłem powyżej.
Pani teksty są moze strawne dla fachowca z tej samej scisle dziedziny, co Pani dziedzina, ale dla niefachowca zaczynaja juz byc chińsczyzna po kilku zdaniach (podobny grzech popełnia również Pan Heller). Tekst otwierający niniejszy blog jest pierwszym, który zdołałem przeczytac do końca; we wcześniejszych poddawałem sie zazwyczaj jeszcze przed ko ńcem pierwszego akapitu.
Sztuka dobrego pisania tekstów naukowych polega m. in. na tym, by czytelnika stopniowo wprawadzac w zagadnienie i jasno defionowac pojecia, które sie wprowadza. Nic na siłę! Pisząc, najlepiej zakładać, że czytelnikami będą ludzie o zerowej, albo zupełnie minimalnej wiedzy "w temacie". Fachowcom nic nie zaszkodzi, jeśli jeszcze raz przeczytaja definicję, która juz czytali sto razy gdzie indziej -- a niefachowcom to bardzo pomoże w zrozumieniu.
Trzeba też dbać o to, by kolejne akapity uładały sie w "łańcuszek", czy też "ciąg myślowy", który w sposób konsekwentny zmierza do sedna wywodu. Nieprzestrzeganie tej zasadzy, robienie z tekstu "logicznego zygzaka", a nie prościutkiego sznurka, na który nanizane sa mysli, to jeden z najwiekszych grzechów osób początkujących w sztuce prezentacji w formie pisemnej.
Skoro juz pisze -- to chciałbym jeszcze donieść, że Państwo -- tzn. ta grupka kilku osób w Salonie, które wzieły sie za tworzenie "nowej fizyki" -- nie jesteście bynajmniej jedynymi. I wcale nie jest tak, ze środowisko zawodowych fizyków jest sterroryzoane przez garstke jakiś "guru", którzy każa im wszystkim tkwic w okowach ortodoksyjnego myslenia narzuconego intensywna indoktrynacją. Przykład? Na okładce najnowszego numeru "Scientific America", który własnie dostałem dziś pocztą, jest wizerunek Einsteina z panika w oczach, i wielki tytuł: "Was Einstein wrong?" -- a wewnątrz jest odnośny artykuł i jego autorami jest dwoje naukowców z Columbia University, czyli bardzo prestiżowje uczelni, jednej z tych na "pierwszym świetnie widocznym planie". Artykuły o róznych próbach modyfikacji OTW i innych fundamentalnych teorii fizycznych ukazuja sie zreszta mniej wiecej w co drugim numerze tego pisma -- a choć SCIAM nie jest dokładnie periodykiem naukowym, to z całą pewnościa Redakcja nie stara sie prowadzić wojny z "naukowymi ortodoksyjnymi mafiami". Tak więc poszukiwania "nowej fizyki" sa prowadzone dzis szerokim frontem i wcale nie przez jakies pół-sekretne grupki dysydentów, ale przez ludzi z kręgów zawodowych i akademickich i robiacych to całkiem otwarcie.
Do meritum sie nie odnosimy, bo sie kompletnie na tych rzeczach nie znamy, bedąc tylko prostymi fizykami doświadczalnymi.
Pozdrawiamy,
Ta teoria znana już była Hamletowi.
Temu szekspirowskiemu (Shakespeare-owskiemu, znaczy).
Droga Wiedźmo,
Z powodu nawału zajęć nie odpowiedziałem natychmiast na pytanie Wiedźmy dotyczące "orbit" w modelu Bohra-Sommerfelda. Sumituje sie i zaraz wyłuszcze krotka odpowiedź na blogu NMR-owskim, Odcinek IV.
Czy odpowiedź udzielana wiedźmie to "odpowiedźma"?
Tu nie chcę zabierać glosu, bo na grawitorach sie kompletnie nie znam. Prawdę mówiąc, dopiero w Salonie24 w tym miesiącu usłyszałem tę nazwę. Czytałem i to juz dawno-dawno temu o grawitonach, ale i o nich muszę powiedzec, że znam je "tylko ze słyszenia".